Seriale, które oglądam i polecam

Hej! Tym razem zamierzam poruszyć trochę luźniejszy temat, bo właśnie od tego mam bloga. Poza poważniejszymi tekstami, które publikuję na Tabletowo.pl, zamierzam tutaj wrzucać takie właśnie moje bardziej personalne wypociny. Dzisiaj chciałbym się z Wami podzielić tym co robię w wolnym czasie. Jedną z moich ulubionych form spędzania wolnego czasu, poza czytaniem książek oczywiście, jest oglądanie seriali. W tym krótkim (pisząc to nie wiedziałem, że aż tak się rozpiszę) wpisie przedstawię Wam jakie są moje ulubione i krótko napiszę, co myślę o każdym z nich.

Arrow

arrow

Pokaż/ukryj

Arrow to serialowy odpowiednik komiksu DC – Green Arrow. Komiks (nie) pamiętam z moich najmłodszych lat, więc trudno mi się tutaj wypowiedzieć, bo po prostu nie pamiętam, ale słyszałem, że serial poza kilkoma postaciami nie ma zbyt wiele wspólnego z komiksem, co podobno od nowego sezonu ma się mocno zmienić. Swoją drogą, po obejrzeniu ostatniego odcinka nie spodziewałem się, że serial będzie w ogóle kontynuowany, bo po 3 sezonach historia głównego bohatera wydała mi się zakończona, a wszystko zostało jakby przygotowane do wypuszczenia nawet kilku Spin-offów o pobocznych postaciach z Arrow.

OK, ale warto byłoby napisać o czym jest serial. Otóż opowiada on o Oliverze Queen, młodym milionerze, którzy jako rozbitek trafia na bezludną wyspę, z której po bodajże 5 latach zostaje uratowany. Po powrocie do cywilizacji Oliver postanawia wykorzystać umiejętności nabyte podczas walki o przetrwanie, założyć maskę i „naprawiać” miasto biegając po nim z łukiem oraz wykrzykując słowa „You have failed this city!”.

Serial zyskał bardzo dużą popularność, bo trzeba przyznać, że pierwszy sezon był świetny. Drugi w zasadzie też był OK, ale później zacząłem już odczuwać lekkie znudzenie. Niektóre wątki były po prostu z sufitu, no i przeszkadzała mi wszechobecnie ciągnąca się drama. Oliver zamiast komiksowego luzaka-milionera przypomina raczej okropnego ponuraka, a tacy bohaterowie na dłuższą metę są okropnie irytujący. Niemniej jednak serial polecam, bo jeżeliby tak nie było to nie znalazłby się w tym zestawieniu.

Breaking Bad

breaking bad

Pokaż/ukryj

Jako, że postanowiłem zachować porządek alfabetyczny teraz przyszła pora właśnie na cudo jakim jest Breaking Bad, czyli opowieść o zniewieściałym (na początku) nauczycielu chemii, który wiedzie dość spokojne i niezbyt majętne życie, aż do momentu w którym dowiaduje się, że ma raka płuc i postanawia zająć się produkcją metamfetaminy, żeby przed śmiercią zdążyć ustawić swoją rodzinę finansowo. W ten oto sposób Walter Biały (White) – wyśmiewany za dorabianie w myjni samochodowej nauczyciel – wraz ze swoim pomagierem Jessem Różowym-Człowiekiem (Pinkman) u boku, staje się bossem wielkiego imperium narkotykowego i jednym z najbardziej poszukiwanych ludzi tego środowiska.

Od siebie mogę powiedzieć, że serial jest absolutnie wyśmienity. Pierwszy sezon to istny majstersztyk. Cała przemiana Waltera z ciamajdy w twardziela, te wszystkie perypetie, którymi musiał stawić czoło. Pomimo lekko zamulających środkowych sezonów, naprawdę serial godny polecenia, bo końcówka jest równie epicka co wspomniany przeze mnie początek. Niestety historia Waltera White’a została już zakończona, ale dla fanów został wypuszczony jeszcze Spin-off  – Better Call Saul, którego głównym bohaterem jest Saul Goodman – prawnik Waltera. Akcja Better Call Saul dzieje się parę lat (chyba 6) przed tym jak zaczyna się Breaking Bad.

Daredevil

daredevil

Pokaż/ukryj

Produkcja Netflix, a więc cały sezon wypuszczony na raz. Okropnie nie lubię czegoś takiego, bo uwielbiam czekać co tydzień na kolejne odcinki swoich ulubionych seriali zamiast dorwać się do nich i obejrzeć je w jedną noc, a potem być zombie.

Daredevil to kolejna ekranizacja komiksu Marvela. Tytułowy bohater -Matt Murdock – jest niewidomym, choć tylko z pozoru, prawnikiem, który tak samo jak Arrow postanawia założyć maskę i naprawić swoje opanowane przez kryminalistów i skorumpowanych policjantów miasto. Murdock jako dziecko stracił wzrok wskutek wypadku i zyskał przy tym niebywałą umiejętność poskromienia pozostałych zmysłów, które tak wyostrzone sprawiają, że jego możliwości są większe niż zwykłej, normalnie widzącej osoby. Arcywrogiem Daredevila jest „biznesman” Wilson Fisk, czyli nikt inny jak Kingpin władający całym przestępczym półświatkiem.

W przypadku tego serialu wielka prośba do Was – nie zrażajcie się po pierwszych 2 odcinkach, które wydawałoby się dość słabe. Sam obejrzawszy je zacząłem się zastanawiać, czy marnować swój czas na ten serial. Dobrze, że powiedziałem sobie wtedy – „hej przecież to Daredevil, nie mogli go aż tak zmarnować, obejrzę do końca i najwyżej wtedy będę ich hejtować”. Im więcej odcinków obejrzałem tym bardziej zacząłem doceniać klimat openingu tego serialu, a także to jak jest nakręcony. Sceny walki (poza pilotem oczywiście) zostały nakręcone po mistrzowsku, a sam serial pomimo braku jakichś strasznych wodotrysków jest bardzo ciekawy i wciągający. Polecam każdemu DarkaDebila :)

Flash

flash

Pokaż/ukryj

Kolejny serial o superbohaterze od DC, tak jak Arrow. Kurcze mogę Wam się wydawać nudziarzem, ale nic nie poradzę, że lubię te klimaty. Jak to mówią w przypadku mężczyzn najtrudniejsze jest pierwsze 40 lat dzieciństwa, a potem już jest z górki. The Flash jest mocno połączony fabularnie z bodajże 3 sezonem Arrow i w sumie jest od niego dużo lepszy. Zdarzały się nawet odcinki łączone, w których o 20 w Stanach można było oglądać Arrowa w odcinku Flasha, a o 21 gościnnie Flasha w serialu Arrow. Tak szczerze to chyba tylko ze względu na Flasha kontynuowałem oglądanie Arrow.

Fabuła Flasha opowiada o Barrym Allenie, którego matka została zamordowana przez dziwne zjawisko, gdy Barry był mały, a całą winą został obciążony jego ojciec. Matka zabita, ojciec w więzieniu, a Barry zostaje adoptowany przez czarnoskórego policjanta, no świetnie… haha żartuję, nie jestem rasistą! :) I Barry jak powiemy się z serialu też nie, bo strasznie buja się w córce Joe (tego policjanta) – Iris. Ale mniejsza o to. Kluczową rzeczą w całej opowieści jest to, że podczas wybuchu akceleratora cząsteczek zostaje wypuszczona jakaś dziwna fala promieniowania, która zamienia losowych ludzi w metaludzi, czyli osoby o dziwnych zdolnościach nadprzyrodzonych. Barry jest jedną z takich osób. Podczas wybuchu trafia go piorun i po śpiączce trwającej jakiś czas Barry odkrywa, że może poruszać się szybciej niż błyskawica. Te dodatkowe zdolności mają mu znacznie pomóc w poszukiwaniu zabójcy matki i dowodów, które uniewinnią jego ojca, a także w przerwie w walce ze złymi metaludzmi Mam nadzieję, że w drugim sezonie nie zepsują wszystkiego, bo Flash znajduje się obecnie w moim TOP3.

Gra o Tron

gra o tron

Pokaż/ukryj

Na pewno każdy zna, bo popularność tego serialu sięga zenitu i nawet osoby, które go nie oglądają na pewno wiedzą mniej więcej co się w nim dzieje, bo korzystając z internetu nie da się odseparować się zupełnie od treści związanych z tym serialem (memy, spoilery, teorie itp.).

Dla mnie fenomenem tego serialu jest to, że absolutnie, ale naprawdę absolutnie, nie można przywiązywać się do żadnego bohatera. George R. R. Martin – autor książek, które są można powiedzieć scenariuszem serialu – jest po prostu bezlitosny w tej kwestii i potrafi zabić każdego bohatera, głównego czy całkowicie pobocznego, w momencie, w którym najmniej będziesz się tego spodziewać. Poza tym gra aktorska oraz rozmach z jakim realizowany jest serial.

Ostatni sezon trochę mnie zawiódł, bo można powiedzieć, że był dość nudny i zwieńczony dopiero ostatnim mocnym odcinkiem. Możliwe, że to trochę przez to, że pierwsze 4 odcinki wyciekły do internetu jeszcze przed oficjalną premierą pierwszego, co mogło trochę zepsuć zabawę, bo wszystkie cztery obejrzałem w jeden dzień, a potem czekałem 5 tygodni na piąty. Martwią mnie też dalsze losy serialu, bo słyszałem, że jego fabuła może już mocno odstawać od książek, co na pewno nie będzie dobre. Już w 5 sezonie parę wątków się nie pokrywało.

W ostatecznym rozrachunku GoT to pozycja „must watch” dla każdego serialowego maniaka.

House of Cards

house of cards

Pokaż/ukryj

Uh to jest dopiero majstersztyk. Baaardzo długo nie mogłem się wziąć za ten serial, bo po prostu miałem już kilka swoich, z którymi się najzwyczajniej nie wyrabiałem, a tematyka HoC wydawała mi się czymś z innej bajki niż te napisane dla mnie. Po prostu niezbyt przepadam za serialami o intrygach na tle politycznym. Liczne bardzo pochwalne opinie oraz uparta namowa mojej przyjaciółki skłoniły mnie w końcu do spróbowania tego serialu i jestem zachwycony, że tak się stało.

Zacznijmy od przedstawienia własnymi słowami o czym jest ten serial. Dom z kart to życie wybitnego polityka – Franka Underwooda – który po ciężkiej pracy dla partii przy ostatecznie wygranych wyborach na prezydenta zostaje całkowicie pominięty podczas rozdawania stołków. Zamiast nominacji na sekretarza stanu dostaje tylko policzek w twarz słowami – „jesteś nam potrzebny w kongresie”. Wkurzony Frank mówi „walić to” i zaczyna swoją cichą zemstę na nowym prezydencie USA i wspinaczkę po szczeblach władzy.

Niestety w tym przypadku to znowu Netflix, ale tym razem aż tak tego nie odczułem, bo wziąłem się za HoC i tak dopiero po zakończeniu trzeciego sezonu. Serial pochłonąłem w kilkadziesiąt dni i to tylko dlatego, że starałem sobie dawkować. Fenomenalna jest narracja pierwszoosobowa Franka, które w pewnych momentach po prostu odwraca się do kamery, cały świat przestaje istnieć, a on zaczyna nawijać o swoich przemyśleniach do widza, zwracając się przy tym bezpośrednio, niemalże po imieniu. Kunszt Kevina Spaceya po prostu przechodzi w tym serialu wszelkie granice. Super zbudowana jest też postać jego żony Claire, która jest niesamowitym partnerem Franka w jego vendetcie. Jednak pod tym względem średnio podobał mi się 3 sezon, w którym ta relacja przestała już być tak atrakcyjna, ale nie mogę powiedzieć więcej, bo nie chcę spoilować.

Revenge

revenge

Pokaż/ukryj

Serial zakończony i chyba niezbyt popularny w Polsce, choć wydaje mi się, że pierwszy sezon został wyemitowany, w którejś z polskich stacji, oczywiście z dużym opóźnieniem. Główną bohaterką jest Amanda Clarke, młoda dziewczyna o zrujnowanym dzieciństwie, a wszystko to za sprawą tego, że jej ojciec został niesłusznie skazany za terroryzm. Amanda przyjmuje fałszywe nazwisko – Emily Thorne – i powraca do Hamptons, aby dokonać swojej pogmatwanej zemsty na osobach, które wrobiły jej ojca – rodzinie bogaczy Grayson. Jej zemsta nie jest zwyczajnym wyrównaniem rachunku, pif paf, wyrżąć wszystkich i koniec. O nie… Według Amandy śmierć tych osób byłaby jedynie łaskawością z jej strony. Dziewczyna postanawia najpierw zupełnie zrujnować życia wszystkich członków rodziny, a także osób, które miały swój udział w spisku na jej ojca.

W zasadzie można powiedzieć, że serial dość szablonowy. Główny bohater, który ma jasno określony cel, w dążeniu do którego cały czas mu coś przeszkadza. Liczne intrygi, a także konieczność podejmowania ciężkich moralnie decyzji. Ogólnie nic specjalnego, a jednak z chęcią wracałem co tydzień po kolejny odcinek. Trudno mi powiedzieć dlaczego, aż tak bardzo wciągnąłem się w tą historię. Czarująca Emily VanCamp, odtwórczyni roli Amandy, czy też może ciekawość jak skończy się cała historia?

Sherlock

sherlock

Pokaż/ukryj

Okrutnie frustrujący serial… i to nie ze względu na fabułę, a to w jaki sposób jest podawany. Sezony składają się z 3 odcinków długości przeciętnego filmu pełnometrażowego (ok. półtorej godziny każdy), serwowanych po jednym na tydzień przez 3 tygodnie. Natomiast sezony wychodzą co mniej więcej dwa lata, więc po obejrzeniu tych 4.5 godziny jesteś taki „no kuwa, teraz tyle czekanie na więcej :(„. Tak czy siak, zdecydowanie warto czekać, bo ta wersja Sherlocka jest świetna, a to jak Holmesa gra Benedict Cumberbatch to cudo. Jest też słynny Hobbit – Bilbo Baggins, czyli Martin Freeman – grający Johna Watsona.

Sherlocka Holmesa nie muszę nikomu przedstawiać. Opisywany przeze mnie serial to taka współczesna adaptacja książek sir Arthura Conan Doyle’a. Genialny detektyw z książek został lekko unowocześniony i wrzucony wprost w XXI wiek. Przyznam szczerze, że ni cholery nie mogę sobie przypomnieć od czego się to wszystko zaczęło, bo pierwszy sezon Sherlocka był taaak dawno, bodajże w 2010 roku. Zawiłość zagadek kryminalnych rozwiązywanych przez dwójkę bohaterów oraz to w jak ciekawy sposób przedstawiony jest geniusz Sherlocka to główne atuty tej produkcji. Najbardziej podobają mi się sceny, gdy Holmes wchodzi na miejsce zbrodni lub ocenia jakieś miejsca albo osoby. Następuje wtedy takie zwolnione ujęcie, na którym widać i słychać zagmatwane dla normalnego człowieka procesy myślowe Sherlocka.

Część z Was pewnie kojarzy filmową wersję przygód Sherlocka Holmesa z Robertem Downeyem Jr. w roli głównej. Pomimo tego, że Robert to jeden z moich ulubionych aktorów, a i Jude Law też jest świetny, to jednak wolę serial, który według mnie jest taki bardziej prawdopodobny od lekko oderwanej od rzeczywistości wersji kinowej. Dlatego moja kolejność, którą mogę Wam polecić to książki, serial i na deser filmy.

Silicon Valley

silicon valley

Pokaż/ukryj

Tą produkcję można najprościej opisać w trzech słowach – serial dla geeków. Akcja dzieje się w Dolinie Krzemowej, centrum światowej innowacji technologicznej. Grupa nerdów startuje nieśmiało ze swoim genialnym projektem programu do kompresji danych. Świat jest oczywiście bezlitosny i pomimo tego, że ich pomysł jest najlepszy na rynku to ciężko im znaleźć porządnego inwestora, a kłody pod nogi rzuca im gigant rynku, który planuje wystartować ze swoim rozwiązaniem w tym segmencie. Tak więc walka Dawida z Goliatem, garaż kontra korporacja, geniusz kontra pieniądze.

Troszkę denerwuje mnie forma, bo odcinki trwają max. 30 minut i zanim dobrze się rozkręcą to już widzimy napisy i musimy czekać tydzień. Do tego całe sezony są strasznie krótkie, bo trwają zaledwie 8 i 10 odcinków. Pomimo tego fajnie ogląda się perypetie ciapowatego Richarda, wiecznie kłócących się najlepszych ziomków – Dinesha i Gilfoyle’a, doradcy w sprawach biznesowych żyjącego w swoim świecie – Jareda – i właściciela inkubatora, w którym powstał cały start-up – Erlicha.

Spartakus

spartakus

Pokaż/ukryj

Blood and Sand, później Vengeance i na koniec War of the Damned, a na deser prequel całej historii Gods of the Arena, który ma miejsce parę lat przed rozpoczęciem pierwszego sezonu, choć w zasadzie dobrze to wszystko obejrzeć w takiej kolejności jak wychodziło, a więc prequel pomiędzy pierwszym a drugim sezonem.

Spartakus to opowieść o gladiatorach, czyli ludziach wziętych w niewolę przez Rzymian i zmuszanych do walki na arenie, oczywiście na śmierć i życie. Nie ma drugiego takiego serialu serwującego taką dawkę krwi bryzgającej po ekranie, a także latających cycków ( . )( . ). Poza tym serial ultra wciąga i po pewnym czasie widz mocno zżywa się z bohaterami.

Ciekawostką jest to, że aktor grający Spartakusa w pierwszym sezonie zmarł po 18-miesięcznej walce z chłoniakiem. Poza nim również część innych aktorów została zastąpiona i w tym momencie zacząłem się martwić, że już po wszystkim i wypuszczą zwykły chłam. Stało się na szczęście inaczej. Znaleziono godne zastępstwo dla głównego bohatera, a serial nie stracił na swojej świetności.

Suits

suits

Pokaż/ukryj

Mike Ross to genialny młody człowiek, sierota wychowana przez babcię, który niefortunnie wybiera towarzystwo przez co nadużywa trawki, a także zajmuje się dorabianiem na lewo pisząc za ludzi egzaminy na uczelni. Przez to wszystko wylatuje ze studiów i nie wykorzystuje potencjału swojego błyskotliwego umysłu, który pozwala mu zapamiętać i zrozumieć absolutnie wszystko co przeczyta. Pewnego dnia całkowicie przez przypadek trafia na rozmowę rekrutacyjną do wielkiej kancelarii prawnej. Tam poznaje Harveya Spectera, który jest jednym z najskuteczniejszych prawników w firmie. Mike robi ogromne wrażenie na Harveyu, który postanawia go zatrudnić nawet pomimo tego, że Mike nie posiada dyplomu żadnej z uczelni wyższych ani uprawnień adwokackich, co później okaże się ich wielkim sekretem, który wychodząc na jaw zrujnowałby ich życie, a także poważnie zaszkodziłby kancelarii.

Ten serial należy do mojego osobistego TOP3. O prawie nie mam zielonego pojęcia poza tym, co podsłucham od mojej dziewczyny studiującej prawo, ale zupełnie mi to nie przeszkadza, bo problemy prawnicze występujące w Suits są przestawione w sposób klarowny dla każdego odbiorcy. Poza tym prawo w USA przedstawione w serialu opiera się głównie na szukaniu precedensów, czyli podobnych spraw, które odbyły się już wcześniej. Serial nie skupia się także na jednym czy dwóch bohaterach. Jest w nim wiele bardzo ciekawych charakterów. No i jest Donna! Sexy sekretarka Harveya, do której nijak mają się puściutkie stereotypowe sekretareczki ;) Gorąco polecam ten serial.

The 100

the 100

Pokaż/ukryj

Post-apokaliptyczny świat, Ziemia zniszczona po wojnie nuklearnej. Ostatni ludzie, aby przetrwać lecą w kosmos, gdzie na stacji kosmicznej znajdującej się na orbicie muszą przeczekać minimum 100 lat, aby Ziemia była znowu możliwa do zamieszkania. Warunki są ciężki, bo zasoby są ograniczone, więc wprowadzono limit jednego dziecka na rodzinę. System kar jest bardzo surowy, bo za nawet najmniejsze przewinienie na osobach dorosłych wykonywana jest kara śmierci poprzez wyrzucenie ze stacji w kosmos. Nieletni przestępcy natomiast zamykani są w więzieniu. W pewnym momencie wychodzi na jaw, że system zapewniający powietrze na stacji doznał uszkodzenia, które uniemożliwia dalsze życie na niej. Konieczny jest exodus i ponowna kolonizacja pozornie jeszcze niezdatnej do tego Ziemi. Ludzkość, a raczej to co z niej zostało, postanawia wysłać na Ziemię grupę stu nieletnich przestępców, którzy zrobią za mięso armatnie, czy też papierek lakmusowy. Czy przeżyją na prawdopodobnie radioaktywnej Ziemi? Jakie niebezpieczeństwa na nich tam czekają?

Brzmi ciekawe, nie? Też byłem na początku zajarany, ale teraz muszę powiedzieć, że tak spory potencjał może nie został zmarnowany, ale czuję pewny niedosyt, bo mogli go wykorzystać znacznie lepiej.

True Detective

true detective

Pokaż/ukryj

Całkiem niedawno zaczął się drugi sezon tego serialu, w tym momencie są chyba dopiero jego 3 odcinki. Ciekawe jest to, że pierwszy sezon przedstawiał całkowicie odrębną historię, która została zakończona. Teraz można powiedzieć, że z Detektywa został jedynie tytuł, bo zmieniła się zupełnie obsada aktorska, a także fabuła.

W pierwszym sezonie mieliśmy do czynienia z mordem rytualnym, do którego rozwikłania przydzielono dość mocno zjedzonego przez rutynę detektywa i jego partnera, zniszczonego psychicznie podczas pracy jako agent pod przykrywką, która to praca doprowadziła go do poważnego uzależnienia zarówno od narkotyków i alkoholu. Serial bardzo ciężki, tzn. trzeba oglądać go bardzo uważnie i sprytnie łączyć fakty, bo ominięcie jednego szczegółu może sprawić, że w ogóle nie zrozumie się o co chodzi. Świetna rola Matthew McConaugheya, który ostatnimi czasy wspina się na coraz wyższe wyżyny swoich umiejętności aktorskich, zarówno w tym serialu jak i w paru filmach.

O drugim sezonie nie mogę powiedzieć na razie zbyt wiele, ale na pewno nie ma już tego klimatu, którym człowiek aż przesiąkał w poprzedniej odsłonie. Tym razem zamiast mordu rytualnego mamy raczej zabójstwo na tle biznesowym lub politycznym, na razie ciężko stwierdzić. Nigdy nie byłem zbytnim fanem Colina Farrella, a Rachel McAdams i Vince Vaughn kojarzą mi się raczej z komediami romantycznymi niż z serialem kryminalnym. Cóż, na razie nie mogę powiedzieć, że jest źle, ale z całkowitą oceną poczekam do końca.

Vikings

vikings

Pokaż/ukryj

Wikingowie to dość prostacki lud, któremu w głowie tylko wyprawy przez morze, a tam plądrowanie i gwałcenie. Serial opowiada o Ragnarze Lothbroku dość młodym wojowniku, który jest można powiedzieć wizjonerem znajdującym sposób na doprowadzenie swojego ludu do wybrzeży starej Anglii (Brytanii? Czy jak to się tam?). Skandynawowie to silny naród, wychowany na rosłych wojowników, w którym nawet kobiety mogą równać się z przeciętnym europejskim rycerzem średniowiecznym. Różnica kultur, a także religii, pomiędzy Wikingami i Anglikami skutkuje licznymi konfliktami i ciekawym rozwojem wypadków.

Serial emitowany na kanadyjskim programie History Channel, a więc mam nadzieję mający pewne odzwierciedlenie w faktach historycznych. Warto przyjrzeć się przedstawionej ówczesnej kulturze zarówno Wikingów jak i Europejczyków (Anglików i później Francuzów). Poza Ragnarem bardzo ciekawą postacią jest dla mnie Loki, dość ekscentryczny dziwak, choć w ostatnim sezonie już mnie lekko irytował swoją postawą.

Nowe, które właśnie zacząłem

Dark Matter – grupa ludzi budzi się w statku kosmicznym i nic nie pamięta. Mają jakąś misję do wykonania, ale zupełnie nie wiedzą co jest grane. Ogólnie dość słaby serial i chyba nie będę go kontynuował.

Empire – czarnoskóry raper, który zaczynał jako gangster dzięki muzyce dochodzi do ogromnej sławy i jest właścicielem jednej z największych wytwórni muzycznych. Pewnego dnia okazuje się, że jest śmiertelnie chory i musi przekazać swoją firmę jednemu z 3 synów. Pierwszy syn to narwany, młody i głupi, lecz utalentowany raper, drugi to równie utalentowany muzyk, ale problemem dla ojca jest to, że syn jest gejem, a trzeci najstarszy to zupełnie nieposiadający zacięcia do muzyki biznesman. Na razie jestem dopiero na trzecim odcinku, bo coś opornie idzie z napisami, a nie lubię oglądać serialu bez polskich lub chociaż angielskich napisów. Mocną stroną tej produkcji jest soundtrack, który nagrywany jest normalnie przez aktorów grających w serialu. Piosenki jak Good Enough lub No Apologies to perełki.

Mr. Robot – dość mroczna historia opowiadająca o specu od zabezpieczeń komputerowych z zaburzeniami psychicznymi, który po pracy zajmuje się hakowaniem ludzi. Poprzez swoje umiejętności wymierza sprawiedliwość w cyberświecie. Pewnego razu kontaktuje się z nim podziemna grupa hakerów, która chce odwrócić porządek świata owładniętego kapitalizmem i prosi go o pomoc. Trudno mi stwierdzić, czy ten serial jest dobry, bo w zasadzie dopiero się zaczął, a poza tym jakby nie było i tak mi się podoba, gdyż brakowało mi czegoś poruszającego tego typu tematykę. Jeśli znacie jakieś fajne technologiczne seriale to proszę podrzućcie mi tytuły!

P.S. Wpis w ostatecznej formie ma grubo ponad 3 tysiące słów i ponad 20 tysiące znaków, stąd właśnie wzięły się te spoilery. Może mało to wygodne, ale bez tego artkuł to jedno wielkie scrollowanie :)