Używając darmowych aplikacji wcale na tym nie oszczędzasz!

Czy ktoś z Was zastanawiał się kiedyś nad fenomenem istnienia aplikacji płatnych oraz ich darmowych odpowiedników? Co takiego odróżnia te dwa produkty i sprawia, że zamiast płacić te parę złotych możemy korzystać z aplikacji, która kosztowała autora równie wiele pracy, ale jednak jest całkowicie darmowa? Czy  aby na pewno „całkowicie darmowa” to dobre słowa opisujące tą sytuację? Jest takie powiedzenie, że nie ma nic za darmo, a jak coś jest pozornie darmowe to zawsze musi być jakiś haczyk. Nie ma głupich i każdy powie, że w przypadku darmowych aplikacji tym haczykiem są właśnie reklamy, z których autor czerpie dochód mający zrekompensować mu kwotę jaką otrzymałby za płatną wersję swojej aplikacji. Większość ludzi traktuje reklamy w aplikacjach jako coś co po prostu wystarczy zignorować i uważa taki stan rzeczy jako sytuację win-win. No bo przecież autor dostaje pieniądze (że grosze to już swoją drogą), a my możemy sobie za friko korzystać z aplikacji z delikatnymi utrudnieniami, które są małą ceną w porównaniu do tego, że na płatną wersję trzeba by było wyłożyć walutę na stół. Na pozór jest to słuszne, ale jednak jeśli zagłębić się w ten temat trochę bardziej można spostrzec, że reklamy to nie tylko upierdliwe banerki zabierające nam nieco powierzchni ekranowej.

Całej sprawie przyjrzał się profesor z University of Southern California (ang. Uniwersytet Południowej Kalifornii) – William Halfond – przy współpracy z Rochester Institute of Technology oraz Queen’s University in Canada. Praca Halfonda skupia się na dziedzinie analizy oprogramowania skoncentrowanej na poprawie kontroli jakości aplikacji internetowych oraz usprawnieniu technik programistycznych zorientowanych na zmniejszenie zużycia energii przez smartfony oraz zwiększenie bezpieczeństwa aplikacji. Przeprowadzone przez niego badanie, a raczej jego niedawno opublikowane wyniki mogą Was zainteresować.

Eksperyment Halfonda polegał na przebadaniu 21 starannie wyselekcjonowanych aplikacji spełniających założone przez naukowców kryteria, reprezentujących 14 kategorii spośród dostępnych w Google Play. Nie będę się tutaj zagłębiał jakie wymagania postawiono aplikacjom, więc bardziej zainteresowanych odsyłam do publikacji dostępnej na stronie uniwersytetu. Sprzętem na którym przeprowadzono badanie był Samsung Galaxy SII wyposażony w odpowiednie narzędzia diagnostyczne. A lista wybranych aplikacji przedstawiona jest w tabeli poniżej.

lista_aplikacji

Z wyników można wyciągnąć bardzo ciekawe wnioski świadczące bez żadnych wątpliwości o tym, że darmowe aplikacje nie kalkulują się nam nie tylko ze względów wizualnych i komfortu użytkowania, ale także jeżeli chodzi o aspekty długości pracy na baterii, wykorzystania pamięci telefonu oraz uwaga! – wykorzystania danych pakietowych. Innymi słowy, jednorazowe zaoszczędzenie paru złotych poprzez rezygnację z wersji płatnej może prowadzić do tego, że w ostatecznym rozrachunku będziemy stratni i to całkowicie nieświadomie. No dobra, mówię o wynikach pracy ekspertów, a przecież jeszcze ich nie przedstawiłem. Pora na cyferki!

Z przeprowadzonego eksperymentu, opisanego powyżej, wynika:

  1. Aplikacje z reklamami zużywają średnio 16% więcej energii, a w ekstremalnych przypadkach może to być nawet 33%. Aby to zobrazować weźmy przeciętny telefon i załóżmy, że wytrzymuje on na pełnym naładowaniu jakieś 2.5 godziny SOT (ang. Screen on time – wskaźnik opisujący jak długi czas podczas jednego cyklu telefon miał włączony ekran). W przypadku, gdy zastąpimy najczęściej używane aplikacje ich odpowiednikami z reklamami, czas jaki osiągnie telefon na jednym naładowaniu spada średnio do 2.1 godziny, czyli o prawie jedną piątą.bateria
  2. Jeżeli chodzi o procesor to „darmowe” aplikacje obciążają go średnio 50% bardziej niż ich płatne odpowiedniki, co oczywiście obniża jego wydajność i może skutkować nawet odczuwalnym spowolnieniem (w zależności od mocy jednostki).
  3. Do tego wszystkiego dochodzi o 22% większe zużycie miejsca w pamięci urządzenia potrzebnego na przechowywanie danych.CPU_mem
  4. Na koniec najbardziej szokujące i niestety najbardziej związane z naszym portfelem. Każdy na pewno zdaje sobie sprawę z tego, że reklamy to zawsze nadprogramowa ilość danych, którą musi pobrać nasz telefon, szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy spora część wyświetlanych w aplikacjach małych banerków to animacje. To już nie te czasu co kiedyś, że w internecie jedyną formą reklamy było małe okienko tekstowe z linkiem i krótkim opisem, ważące zaledwie kilka kilobajtów. Według badań będących tematem tego tekstu, „darmowe” aplikacje skutkują nawet do 100% większym zużyciem pakietu internetowego niż ich bezreklamowe wersje. Powyższy przypadek jest ekstremalnym, ale po uśrednieniu wyników dla wszystkich badanych obiektów otrzymano zmianę na poziomie 79%, co i tak jest bardzo dużą wartością. W ten oto sposób zamiast pakietu o wielkości 1GB, który starczałby nam powiedzmy na miesiąc w przypadku korzystania z płatnych wersji aplikacji, musimy wyłożyć więcej pieniędzy na dwa razy większy pakiet – 2GB. Najlepsze z tego wszystkiego jest to, że według sporej grupy ludzi rozwiązaniem na to będzie zastosowanie programu blokującego reklamy. Niestety, nic bardziej mylnego! Narzędzia pokroju AdBlocka usuwają reklamy tylko wizualnie. Owszem użytkownik nie widzi mieniącego się różnymi kolorami baneru, ale w rzeczywistości jest on normalnie pobierany jako grafika i dane potrzebne do jego załadowania są odejmowane z naszego pakietu internetu mobilnego. AdBlock działa jak filtr, najpierw pobiera zawartość całej strony, modyfikuje ją, a następnie wyświetla użytkownikowi bez reklam. A, więc jak widać nie stanowi to dla nas żadnej oszczędności, a jeszcze dodatkowo dokładamy roboty dla naszego procesora, który jest wykorzystywany do analizy kodu strony pod kątem tego co jest reklamą a co nie. Jeżeli chodzi o wykorzystanie danych przy blokowaniu to sam ostatnio przekonałem się o tym najlepiej, gdy zaniepokoiło mnie dość duże zużycie pakietu w moim telefonie. Wszedłem do ustawień i w zakładce dotyczącej statystyk wykorzystania danych transferowych dowiedziałem się, że w ostatnim okresie to właśnie AdBlock „zjadł” mi 1GB w przeciągu miesiąca. Mam nadzieję, że był to jakiś błąd, ale niestety niezaprzeczalnym jest, że reklamy w kontekście rozliczenia za każdy zużyty megabajt transferu to straszna plaga.

net

Wyniki przedstawione przez ekspertów nie są niczym zaskakującym, bo po dłuższym zastanowieniu się można było przewidzieć, że reklamy w aplikacjach niosą za sobą powyższe skutki. Niemniej jednak dopiero ubranie tego w procenty pokazuje nam wielkość problemu z jakim mamy do czynienia. Drogi Czytelniku, czy po przeczytaniu tego artykułu będziesz chętniej spoglądał w kierunku płatnych aplikacji? Warto wspomnieć, że płatne aplikacje wcale nie muszą oznaczać wyłożenia dużej sumki. Istnieje wiele promocji, których wyszukiwanie znacznie ułatwiają specjalne narzędzia, dla przykładu aplikacja AppSales dostępna w Google Play. Monitoruje ona ceny obserwowanych przez nas aplikacji i powiadamia nas w momencie kiedy ulegną one zmianie. W ten sposób przy odrobinie cierpliwości można dokonać zakupu za grosze. Dla większych buntowników istnieje też możliwość piracenia z serwisów pokroju Chomikuj, ale tego nie zalecam, bo pliki zdobyte w ten sposób są niewiadomego pochodzenia, a poza tym bardzo rzadko jest możliwość otrzymania najnowszej aktualizacji przez co bujamy się z jakąś przestarzałą wersją aplikacji posiadającą liczne błędy, normalnie już dawno poprawione.

Źródło: University of Southern California
Link do pracy naukowej (ang.): Klik!
Link do AppSales: Klik!

Powyższy artykuł został napisany dla Tabletowo.pl i wydany w magazynie z okazji 5-lecia istnienia serwisu: link do magazynu.